Nabożeństwa

Święta Liturgia

PONIEDZIALEK - SOBOTA 
 9.00 - dolna cerkiew
 
NIEDZIELA
 
7:00  - dolna cerkiew
 
9.00 - górna cerkiew

Modlitwa za dusze zmarłych

PONIEDZIAŁEK - SOBOTA  9:00
 

Akatyst

ŚRODA 17:00
 
 
W dni powszednie cerkiew jest dostępna (otwarta) dla wiernych w godzinach 8.30-18.00

Pobierz kalendarium


Zobacz kalendarz prawosławny

Opowieść o Cerkwi Słowiańskiej (8) Chrzest Mieszka.

18.02.2021

Każdy podręcznik do historii Polski obwieści nam pod datą 966 tzw. Chrzest Polski. Jak już wiemy, nie jest to prawdą. Co więc wydarzyło się w tymże roku? Odpowiedź brzmi: Mieszko przyjął chrzest wraz ze swym dworem. Tyle, że po raz wtóry, gdyż czyniąc to, zmieniał tylko wyznanie. Nie był już bowiem poganinem, jak obwieszczają do dnia dzisiejszego podręczniki, a chrześcijaninem obrządku metodiańskiego. I co najciekawsze, są na to dowody, którym ten rozdział będzie poświęcony.

Zastanawiam się często, na ile ten nasz Gall Anonim (ciekawe dlaczego jego imię nie przetrwało dla potomności?), sprowadzony właśnie po to by okres metodiański wśród pierwszych Piastów wymazać, zrobił to gorliwie i uczciwie, a na ile może próbował zostawić nam jakieś wskazówki? Bo to, że zadanie miał jasne i że za jego niewykonanie głową by zapłacił, sprawą jest oczywistą. Podobnie jak to, że nie będąc Słowianinem, nie wszystko zrozumiał. A pomimo tego znajdujemy w jego kronice pewne niedomówienia, które czytane pomiędzy wierszami, potrafią być wielce wymowne.

Pierwszą, niezwykle zastanawiającą rzeczą przy tym chrzcie Mieszkowym, zakładającym oficjalne porzucenie pogaństwa, jest generalny brak jakichkolwiek wzmianek w ówczesnych kronikach europejskich. Jak stać się to mogło? Przyłączenie przecież jakiegoś kraju do wielkiej rodziny chrześcijańskiej było wówczas wydarzeniem tak ogromnym, wręcz epokowym, że trąbiły o tym wszystkie ówczesne media, czyli kronikarze właśnie. A tu nic! Dlaczego? Odpowiedź jest tylko jedna: bo żadnego chrztu jako takiego nie było, jedynie zmiana obrządku, a że nie było specjalnie czym się chwalić, bo przecież wprzódy książę wschodniej opcji był wyznawcą, to i sprawę dyskretnie przemilczano.

Po drugie, znamy doskonale sekwencję wydarzeń: 965 ślub Mieszka z Dobrawą, 966 chrzest. Czyli najpierw ślub, a potem chrzest. Jakim cudem? Jakżeż może poganin brać ślub z chrześcijanką? I któż by im go udzielił? I gdzie? Jakiż ksiądz i jakiż kościół by się na to zdecydował? I nie tylko wtedy, bo i dzisiaj również byłby to niemożliwe. A dodatkowo, według ówczesnych zwyczajów, chrześcijanie traktowali pogan niemalże jak trędowatych i utrzymywać stosunków z nimi niejakich nie mogli, często nawet pod karą ekskomuniki. Zilustruję to przykładem, na podstawie czeskiej „Legendy o św. Wacławie” mnicha Krystiana. Otóż gdy pogański jeszcze książę Bożywoj udał się w jakiejś sprawie na Morawy do chrześcijańskiego już Świętopełka został przez niego łaskawie przyjęty i na ucztę zaproszony z pozostałymi. Jednak nie przydzielono mu miejsca wśród chrześcijan, lecz zgodnie ze zwyczajem, kazano mu usiąść na podłodze pod stołem.

Nie mógł więc nijak poganin Mieszko poślubić chrześcijańskiej księżniczki. Ale mógł to zrobić, jeśli był już metodiańskim wyznawcą Chrystusa. Potwierdza to niechcący słynny niemiecki kronikarz Thietmar, gdy pisze, że widząc swego małżonka pogrążonego w różnorakich błędach pogaństwa, zastanawiała się silnie Dobrawa, w jaki sposób mogłaby go pozyskać do swej wiary. Nie pisze więc Thietmar, że Mieszko był poganinem, a jedynie, że pogrążony był w błędach. A trzeba nam wiedzieć, że takimi fałszywymi chrześcijanami w błędach pogaństwa pogrążonymi, nazywali łacinnicy zwolenników Apostołów Słowian.

Natomiast nadworny historyk Stanisława Augusta Poniatowskiego - Christian Frize twierdził, że i Mieszko, i Dobrawa – jako wnuczka Brzetysława ochrzczonego przez Metodego - byli początkowo ochrzczeni w obrządku wschodnim, a dopiero potem łacińskim.

Idźmy dalej. Pierwsze wersy Rocznika Kraisińskich informują, że Mieszko był ochrzczony przez Cyryla i Metodego, a przez Wojciecha bierzmowany, co pomijając ówczesną ukwieconą figurę stylistyczną należy rozumieć tak, że najpierw był ochrzczony w obrządku wschodnim, a dopiero potem w zachodnim. Potwierdza to również i nasz Gall Anonim, wzmiankując, że Mieszko był od urodzenia ślepy i przejrzał dopiero po postrzyżynach. I obrzęd ten nazywa kronikarz zwyczajem pogańskim. Jako łacinnik miał prawo go nie znać i nie wiedzieć, że w cerkiewnemu chrztowi postrzyżyny zawsze towarzyszą.

I jeszcze jedna rzecz niezwykle znamienna. Każdy władca, który w średniowieczu swój kraj ochrzcił i lud do owczarni Chrystusowej przyprowadził, zostawał po swej śmierci kanonizowany. Tak stało się na Rusi z Włodzimierzem i Olgą, w Czechach z Bożywojem i Ludmiłą, na Węgrzech ze Stefanem itp. W innych częściach chrześcijańskiego świata było tak samo. Przykładowo: św. Mirian i Nana w Gruzji, czy sw. Tyrdat w Armenii. A czy mamy św. Mieszka? Nie mamy oczywiście, bo i powodu do kanonizacji nie było, gdyż w 966 roku nie tyle się chrzcił, co wyłącznie obrządek zmieniał. No, a o chrzcie Polski, to już w ogóle mowy nie było. Ale że my Polacy tę naszą narodową megalomanię uwielbiamy, to w historie tego typu wierzymy ochoczo, nawet jeśli i kontekst religijny pominąć. No bo przecież i niby poganin Jogajła dopiero u nas jakoby chrześcijaninem został i pogańską Litwę ochrzcił. Tylko że znów jakoś nie słychać o św. Władysławie Jagielle, a Litwini, to nawet swego obywatelstwa nierzadko mu odmawiają.

Ale wróćmy jeszcze na koniec do Mieszka i na jego ziemie rodzinne, na których również i archeologia współczesna dla zwolenników „chrztu Polski” jest bezlitosna. Oto kilka przykładów. W podziemiach katedry poznańskiej, którą historycy dosyć zgodnie na miejsce Mieszkowego chrztu typują, odnaleziono relikty misy chrzcielnej bliźniaczo podobnej do tej z Wiślicy, w której chrztu przez typowo wschodnie zanurzenie dokonywano. Jest też ślad po ikonostasie. Ponadto odkopano dwie charakterystycznie wschodnie rotundy-absydy oraz pałac-palatium.

Gród gnieźnieński z kolei, w końcu ósmego wieku już pobudowano, a nie dopiero za Mieszka. Znaleziony tam kalendarz znany pod nazwą „MS1” opatrzony jest bowiem datą 800, a więc na dłuuugo przed Mieszkiem. Zaś na Wzgórzu Lecha, gdzie - jak poświadczają znaleziska archeologiczne - już w ósmym wieku gród istniał, w miejscu dzisiejszej katedry już w końcu dziewiątego wieku jednonawowe oratorium postawiono. A Mieszko tylko przebudował to wszystko w następnym stuleciu i nie wykluczone, że Dobrawę tam pochował.

Tuż obok, na Ostrowie Lednickim, także możemy podziwiać relikty słowiańskiej cerkwi. Odnaleziono bowiem tzw. drugi kościół, w ruinach którego pozłacany pektorał na relikwie z wygrawerowanym krzyżem greckim się znajdował. Na ramionach krzyża litery: XC oraz IC widzimy. Oprócz tego prof. Łomnicki odkopał pięć metalowych greckich krzyżyków. Twierdzi ponadto, że Ostrów był siedzibą benedyktynów słowiańskich, gdyż badając preromańską zaprawę bazyliki odkrył, że dodano do niej tłuczonej cegły na wzór bizantyjski – dowód na słowiańską przeszłość tego miejsca. Czyli więc, znowu nie Mieszko.

Na zakończenie tego wątku dodam, że mamy również grupę historyków (głównie łacińskiej, kościelnej proweniencji), która przygwożdżona powyższymi argumentami pragnąc jakieś z sytuacji znaleźć wyjście, ale jednocześnie opcji cyrylometodiańskiej nie oddać palmy pierwszeństwa, iro-szkotów sobie wymyśliła. Bo i rzeczywiście od szóstego już wieku zakonnicy z wysp brytyjskich chrześcijańskie misje na kontynencie prowadzili, tyle tylko, że do ziem polskich nie dotarli, lub w najlepszym wypadku dotarli w mikroskopijnej ilości. Za chrzest Polski odpowiedzialni więc być nie mogą. A ja często mam wrażenie, że tzw. czynniki kościelne, za protoplastów naszego chrześcijaństwa gotowe byłyby uznać choćby i Czingis-chana, byleby tylko nie Cyryla i Metodego.

c.d.n.

Paweł Krysa

do góry

Prawosławna Parafia Św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Created by SkyGroup.pl