Nabożeństwa

Święta Liturgia
 
CODZIENNIE - 9.00 - dolna cerkiew
 
NIEDZIELA
7:00  - górna cerkiew
 
8:30 -  dolna cerkiew
(nabożeństwo dla dzieci i młodzieży)
 
10.00 - górna cerkiew

Modlitwa za dusze zmarłych

PONIEDZIAŁEK - SOBOTA  9:00
 

Akatysty

ŚRODA 17:00
 
W dni powszednie cerkiew jest dostępna (otwarta) dla wiernych w godzinach 8.30-18.00

Pobierz kalendarium


Zobacz kalendarz prawosławny

OPOWIEŚĆ O CERKWI SŁOWIAŃSKIEJ (1) Zmienne koleje losu.

07.09.2020

Należałoby pewnie zacząć od tego, jak to Cyryl z Metodym do Polski dotarli. Tak po prawdzie, to w zasadzie nie dotarli. To znaczy Cyryl na pewno nie, a Metody tak, ale tylko na krótko i na niewielką jej część. Za to ich dzieło oraz idea, dotarły w całej pełni, nie tylko przynosząc nam chrześcijaństwo, ale utrwalając je na wieki, aż do chwili obecnej. I to właśnie stanowi sedno! Ale za nim szerzej o tym, proszę pozwolić na kilka uwag wstępnych.

Zapytać ktoś może, całkiem zasadnie z resztą, po co o tym pisać po raz kolejny, skoro temat poruszany był przecież wielokrotnie, szeroko i przez wielu. Chociażby książki ks. Jerzego Klingera, Zbigniewa Dobrzyńskiego, Stanisława Kętrzyńskiego, czy profesorów Aleksandra Naumowa i Antoniego Mironowicza. Fakt – niezaprzeczalny. Tyle tylko, że wymienione pozycje, jak zwrócono mi uwagę, są często mocno szczegółowe, z dużą ilością dat, faktów, przypisów itp., często napisane fachowym językiem i dlatego ich percepcja dla tzw. „normalnego człowieka” bywa w odbiorze czasem ciężkawa, a bywa i tak, że troszkę niezrozumiała. Pojawił się więc pomysł, aby temat potraktować raz jeszcze, ale w ujęciu zdecydowanie bardziej popularno-naukowym, w odbiorze łatwiejszym, choć rzecz oczywista, na faktach opartym. Z tego też powodu opracowanie poniższe traktować proszę li tylko, jako opowiadanie historyka, o poprawność polityczną nie dbającego. Bo gdyby o nią zadbać, prawdę należałoby wyrzucić do śmietnika.

Z tym Cyrylem i Metodym to polska historiografia w zasadzie zawsze miała problem, gdyż Piastowie (od czasów Chrobrego) stosunkowo szybko wybrali opcję zachodnią, czyli łacińską, czyli niebizantyńską i niecyrylometodiańską, co momentalnie zaowocowało określonymi skutkami. Otóż po śmierci Władysława Hermana, za czasów Krzywoustego (XII wiek) wyznawców tej opcji na ziemiach polskich w zasadzie już nie ma, za to zaczyna się wielowiekowa akcja wymazywania cyrylometodianizmu z naszych dziejów, zainicjowana przez kościół łaciński czyli rzymskokatolicki. Akcja, dodać należy, prowadzona bezwzględnie i skutecznie, sława jednak Bogu, nie do końca precyzyjnie. Oczywiście nie tylko Kościół jest w nią zaangażowany. Cała machina państwowa ściśle z nim współpracująca również, podobnie jak środowisko historyczno-naukowe od czasów Galla Anonima, przez Kadłubka (kronikarz bajkopisarz), Długosza (kronikarz fałszerz świadomy), Skargę (kronikarz fanatyk) i innych. Niszczą więc przeciwnicy nurtu słowiańskiego co tylko są w stanie, palą dokumenty lub je fałszują, zacierają freski, skuwają niewygodne cyrylickie napisy (choćby słynna płyta w Wiślicy) itp. I tak to trwa przez wieki.

W tym miejscu pozwolę sobie na słów kilka o pierwszym naszym kronikarzu – Gallu. Został on sprowadzony na dwór Krzywoustego głównie po to, by historię początków naszej państwowości opisać w sposób „właściwy” czyli czysto łaciński, z nurtu słowiańskiego w pełni oczyszczony. I zadanie swoje wykonał na piątkę. Choć, jak często się zastanawiam, może nawet i lepiej, ale przy okazji może też i cwaniej, niż chcieli jego chlebodawcy. No bo między wierszami przekazał jednak sporo z tego, czego otwarcie napisać nie mógł. Ciekawe dlaczego tak zrobił? Zwykła uczciwość? Sumienie? Jakiś inny ukryty powód? Któż to dzisiaj wie? Tak czy inaczej jednak, przemycił tyle, że po blisko tysiącu lat jesteśmy w stanie próbować łapać pewne nici, które umiejętnie ze sobą powiązane, prowadzą do zdecydowanie niechcianego w tym kraju kłębka. Taki nasz „Kod da Vinci”.

W efekcie tej zmasowanej akcji dezinformacyjnej, pamięć o Apostołach Słowian w narodzie ginie, podobnie jak język, wyłącznie w cerkwi używany, o dokumentach i księgach nie wspominając. I gdyby nie garstka mnichów i magnatów, jak choćby doskonale nam znany książę Ostrogski, pewnie żaden druk by się nie ostał. Ale w sumie i tak nie miałby dla kogo, gdyż pod koniec osiemnastego wieku nasze cyrylometodiańskie prawosławie ledwie już zipało.

I wtedy nastaje wiek dziewiętnasty, który zupełnie nieoczekiwanie poda rękę dogorywającej idei, a to za sprawą… romantyków. Ci bowiem wymyślili sobie, że nadszedł czas najwyższy, aby państwa w Europie stały się narodowe, wg. recepty: jedno państwo – jeden naród. Skąd im się to wzięło? Otóż do tego czasu każdy władca działał tak, by zagarnąć w swe granice tyle ziem, ile tylko się dało. I zupełnie nie miało to znaczenia, kto tam mieszka, jakiej narodowości, religii czy języka (no, tylko Żydzi jak zawsze mieli przechlapane). I tak było przez wieki. Proszę sobie kuknąć do pierwszego lepszego atlasu historycznego, na mapę z narodowościami, a zobaczycie Państwo najprawdziwsze kolorowe ciapki obciągnięte granicami. Albo takie dziwaczne nazwy jak choćby: Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Austro-Węgry czy choćby nasza Rzeczpospolita Obojga Narodów (choć przecie zdecydowanie więcej w niej ich było). A romantycy mówią – nie. Władca będzie troszczył się o lud tylko wtedy, gdy wspólnotę etniczną i religijną z nim poczuje. Chcieli więc dobrze, ale jakżeż bardzo się mylili! Bo państwa narodowe niczego w tej materii nie zmieniły, a tylko waśnie wewnętrzne rozgrzały, albo często je stworzyły. Wiemy o tym doskonale: „Polska dla Polaków”, „Niemcy dla Niemców” itp. Zgroza, ból, śmierć, łzy, Bury…

No, ale dwieście lat temu wydawało się, że recepta jest idealna i „chory człowiek Europy” błyskawicznie zostanie uzdrowiony. I co to wszystko ma wspólnego z Cyrylem i Metodym? Proszę bardzo. Dziewiętnasty wiek to dla nas czasy zaborów. Poszukujemy więc wszystkiego, co tylko może nas łączyć, a poszatkowanemu narodowi pozwolić przetrwać. I jednym z takich czynników są właśnie Apostołowie Słowian, którzy awansują do roli niemal naszych praprzodków oraz twórców narodu i państwa, przed tysiącem już laty! Czyż można sobie wyobrazić lepszy symbol jedności narodowej?

I proszę sobie też uzmysłowić, iż potężna, aczkolwiek zupełnie nieoczekiwana pomoc, nadeszła wówczas ze strony, z której byśmy się nigdy jej nie spodziewali, czyli z… Watykanu.

c.d.n.

Paweł Krysa

do góry

Prawosławna Parafia Św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Created by SkyGroup.pl