Nabożeństwa

Święta Liturgia

8:30 - niedziela, dolna cerkiew;  
(nabożeństwo dla dzieci i młodzieży)

10:00 - niedziela, górna cerkiew

9:00 - wielkie święto
przypadające w dniu
powszednim
, górna cerkiew

Nabożeństwo wieczorne
(Wsienoszcznoje)

17:00 - sobota oraz w przededniu wielkiego święta, górna cerkiew

Święta Liturgia za dusze zmarłych

9:00 - środa i sobota

Akatysty

18:00 - środa

Pobierz kalendarium


Zobacz kalendarz prawosławny

Pomoc duszpasterska

Świat się zmienił. Zmiany odczuwa się wszędzie w powietrzu, w ziemi, w wodzie, w sercach, w umysłach, w całych społeczeństwach. Dochodzi do tego, że przestajemy słyszeć i widzieć, co się dzieje z nami i naszym otoczeniem. W wiecznej gonitwie zapominamy kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Brakuje nam nawet czasu na to, aby pobyć sam na sam ze sobą i zapytać siebie: „Co się dzieje z moją duszą? A dusza ludzka wymaga troski i opieki, bo jest bardzo krucha i wrażliwa.

Każdy z nas miewa trudne okresy w swoim życiu. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji. Jak zmniejszyć te cierpienia? Może należy je potraktować jako doświadczenia przysłane nam przez Boga? …

Bóg w różny sposób przemawia do  nas i puka do drzwi naszego serca. Warto przytoczyć tutaj epizodyczne wydarzenie. Pewien artysta malarz wystawił swoje obrazy w jakiejś galerii. Wystawa spotkała się z wielkim zainteresowaniem oglądających. Jeden z obrazów budził wielkie zainteresowanie. Był to obraz drzwi. Ktoś w końcu zwrócił się do autora z następującą uwagą: „Proszę pana, ten obraz jest jeszcze nieukończony, te drzwi nie mają klamki”. Malarz odpowiedział na tę uwagę w ten sposób: "Te drzwi, to drzwi naszego serca, klamka jest z drugiej strony, od wewnątrz. Naszym zadaniem jest nieustanne wsłuchiwanie się, czy Bóg nie puka do drzwi naszego serca".

Przykładem niechęci do wysłuchiwania, czy ktoś nie puka, nie mówi uważaj to złe, niechęci do wsłuchiwania się w swoje wnętrze, jest syn marnotrawny. Syn przychodzi do swego ojca i żąda przysługującej mu części majątku. Dochodzi do wniosku, że ta należna część majątku uszczęśliwi go, pomoże mu czuć się lepiej. Uważa, że jest na tyle dorosły i dojrzały, że może rozporządzać swoją wolną wolą, jaką został obdarzony. Jak wiadomo, krótko przeżywał wyimaginowany stan błogości. Nie potrafił uświadomić sobie swojej niewystarczalności. Uważał, że może żyć w pojedynkę w oderwaniu od ojca, od jego miłości. Od tego momentu stajemy się świadkami jego upadku – syn odchodzi w daleką krainę. Żyje rozpustnie i rozrzutnie, wszystko traci. Opada maska dojrzałości, ukazując bezradne dziecko.

Syn marnotrawny roztrwonił wszystko. Oczekiwał pomocy od innych, zwłaszcza od tych, którzy byli wówczas w jego najbliższym otoczeniu i razem z nim pili i weselili się. Można przypuszczać, że na początku, z wdzięczności za jego hojność, zapewne wielu mu pomagało. W konsekwencji pozostaje sam i przekonuje się jak bardzo słaba jest przyjaźń oparta na niezmiernie słabych wartościach.

Początkowo chce udowodnić, że postąpił słusznie i nie popełnił błędu. Możliwe, że aby się usprawiedliwić - sobie wmawiał, że nic ojcu nie zawdzięcza. Chcąc zademonstrować, że już jest samodzielny... Idzie i wypasa świnie. By pokazać, że nie jest głodny, ukradkiem podjada to, co jest przeznaczone dla świń.

W głębokiej pokorze powraca do ojca z nadzieją, że zostanie chociażby jednym ze sług. Kochający zaś ojciec poleca przywdziać go w najlepszą szatę, którą nosił wcześniej i dać pierścień, aby przywrócić utraconą tożsamość.

Przykład marnotrawnego syna pozwala uzmysłowić ogrom ojcowskiej miłości, która pomimo upadku, odejścia w daleką krainę, pozwala ojcu ocalić obraz syna nieskażony upadkiem. To dlatego wita powracającego z radością i głębokim przekonaniem: Umarł, a odnalazł się.

Zbawiciel, używając obrazu możliwego do zaistnienia w przeciętnej rodzinie, egzemplifikuje zagrożenia dla człowieka, spowodowane oderwaniem się od Boga. Podobnie jak Apostołowie, którzy w strachu przed aresztowaniem opuścili Chrystusa - później wątpili, nie mogli uwierzyć w Zmartwychwstanie.

Inaczej było z niewiastami - one pozostały wierne Chrystusowi do końca i dzięki temu jako pierwsze ujrzały Zmartwychwstałego. Wszyscy, którzy odchodzą od Chrystusa, nie są w stanie uwierzyć w Niego ani w Jego Zmartwychwstanie. A On nie jest w stanie im pomóc.

Należy zastanowić się, gdzie jest pierwotna przyczyna oddalania się od Boga. Możemy to dostrzec w życiu ap. Piotra. Ewangelia mówi nam, że Piotr szedł za Nim z daleka. Piotr podążał za Chrystusem, ale to doprowadziło go do wyrzeczenia się Chrystusa, bo szedł z daleka. Oddalił się od Chrystusa i w tym należy upatrywać początek upadku. Pomiędzy nim, a Zbawicielem pojawiła się duża odległość. Chciał być z Chrystusem jednak nie wystarczająco blisko.

Czyż nie jest tak obecnie. Wielu ludzi właśnie w taki sposób podąża za Jezusem. Nie od razu Go porzucają, nie idą za Nim krok w krok, podążają z daleka.

Na zakończenie polecam Waszej uwadze pewną historię o życiu, o nieustannym dawaniu świadectwa o sobie – niczym innym jak tylko swoim życiem. Proponuję rozważyć ją w swoim sercu:

Przez pustynię jedzie karawana. Nagle zza piaszczystych wzgórz pojawiają się uzbrojeni Beduini. Zadają podróżnym trzy pytania:

  1. Kim jesteście?
  2. Skąd przychodzicie?
  3. Dokąd zmierzacie?

Czy znamy odpowiedź? Szczególnie dziś, gdy jesteśmy atakowani przez materializm. Przekonywani do umiłowania dobrobytu, uzyskiwania wszystkiego najmniejszym wysiłkiem, duchowej bezczynności. Przetrwanie nie jest dzisiaj niczym prostym. Nie jest łatwe. Istnieje potrzeba właściwego dawania świadectwa o tym, w co wierzymy:

– w naszych słowach, (dlatego musimy uznawać i głosić prawdę)

– w naszym życiu (dzisiaj idee są niszczone, oczerniane, lekceważone), dlatego potrzebujemy wytrwałości, konsekwencji, dzielności, wierności naszym ideom do samego końca.

Oto dalszy ciąg historii:

Przez pustynię jedzie karawana. Jej przewodnikiem jest pewien Beduin. Podróżnicy z ogromną niecierpliwością wyczekują celu, coraz bardziej się niecierpliwią, złoszczą na niego za to, że ciągle ich do niego nie zaprowadził. Przewodnik cierpliwie prowadzi ich dalej, ale podróżnicy w końcu tracą panowanie nad sobą i ciężko go ranią. Przed śmiercią przewodnik wskazuje im kierunek, w którym powinni iść. Podróżnicy słuchają go i ostatecznie osiągają cel swojej podróży. A stało się tak, ponieważ myśleli sobie: „Skoro swoje słowa przypieczętował swoim życiem, nie mógł kłamać".

Drogi Czytelniku! Kochany Bracie i Siostro!

Jeśli chcesz być wysłuchanym, jeśli oczekujesz zrozumienia, jeśli potrzebujesz pomocy w rozwiązaniu zaistniałych problemów, jeśli chcesz porozmawiać z duchownym, jeśli potrzebujesz modlitwy - napisz.

o.adam@prawoslawie.pl

 

Prawosławna Parafia Św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Created by SkyGroup.pl