Nabożeństwa

Święta Liturgia
 
ŚRODA, PIĄTEK- Liturgia UPD
- 9.00 i 17.00
 
SOBOTA - 9.00 - dolna cerkiew
 
NIEDZIELA
7:00  - górna cerkiew
 
8:30 -  dolna cerkiew
(nabożeństwo dla dzieci i młodzieży)
 
10.00 - górna cerkiew

Modlitwa za dusze zmarłych

PONIEDZIAŁEK - SOBOTA  9:00
 

Akatyst

ŚRODA 17:00
 
 
W dni powszednie cerkiew jest dostępna (otwarta) dla wiernych w godzinach 8.30-18.00

Pobierz kalendarium


Zobacz kalendarz prawosławny

Opowieść o Cerkwi Słowiańskiej (9). Bolesław Chrobry i święty Wojciech

29.03.2021

W roku 992 umiera Mieszko. Jego następcą zostaje Bolesław Chrobry, który doskonale zna obrządek słowiański, stanowiący dla niego przez wiele lat punkt oparcia w Małopolsce w stosunku do drugiej żony Mieszka Ody oraz jej synów. Co oczywiste i macocha, i przyrodni bracia chcą się go pozbyć jako syna Dobrawy, by przejąć rządy. Jednak po śmierci ojca to on wypędza ich, zostając władcą kraju. Decyduje wtedy powołać do życia metropolię słowiańską ze stolicą w Krakowie lub Sandomierzu, grupując w niej swoich zwolenników. Oda z kolei postara się o to, by łacińskie arcybiskupstwo w Gnieźnie stanowiło przyczółek opozycji antybolesławowej, a dodatkowo przeciwdziałało przechodzeniu Polan na obrządek cyrylometodiański.

Metropolia słowiańska obejmuje: Małopolskę, Ziemię Sandomierską, Przemyśl, Lublin, Halicz i ziemie nad Bugiem. Jej pierwszym zwierzchnikiem jest wspomniany już wcześniej biskup Prochor. Oczywiście wielu do dziś dnia próbuje negować jej istnienie, ale na szczęście fakty temu przeczą, gdyż często wspominają o niej kronikarze: Gall, Długosz, czeski Kosmas, a nawet Kadłubek: Polska posiadała dwie metropolie, jedną w Krakowie, drugą w Gnieźnie. Metropolię tą zowie się także metropolią „zaginioną” lub „zapomnianą”, gdyż po ostatecznym rozgromieniu obrządku słowiańskiego na ziemiach polskich oraz po wygnaniu jego zwolenników, temat został zakazany i metodycznie zacierany. W ten sam sposób „zaginęło” dwóch polskich władców, zwolenników cyrylometodianizmu, synów Mieszka II: Bolesław II zwany Zapomnianym oraz Mieszko III zwany Masławem.

Można tu, a w zasadzie nawet należy, zapytać, dlaczego władca Polski Bolesław Chrobry zrezygnował z opcji słowiańskiej. Odpowiedź jest dosyć prosta. „Winnym” tego jest cesarz niemiecki Otto III, który wymyślił sobie rzecz zupełnie niesamowitą. Otóż postanowił odnowić imperium rzymskie, tym razem składające się z Niemiec (Germanii), Włoch (Italii), Francji (Galii) i całej Słowiańszczyzny (Sklavinii), a na czele tejże ostatniej postawić właśnie Chrobrego. Mało tego, w planach cesarskich miał on być jako tzw. palatyn rzymski, jego następcą! To oczywiście udać się nie mogło, gdyż w umyśle rodaków cesarskich (czemu trudno się dziwić) pomieścić się nie zdołało. Zamordowano więc Ottona, osadzając na jego miejscu władcę o poglądach zupełnie przeciwnych – Henryka. Zanim jednak to się stało, doszło do kilku wydarzeń o znaczeniu pierwszorzędnym dla historii naszego kraju.

Otóż, jeśli Chrobry chce być zastępcą cesarza (jakże mógłby nie chcieć!), to musi wykonać kilka ruchów: zrezygnować z opcji słowiańskiej, zaprowadzić w całym kraju łacińską, zlatynizować metropolię słowiańską i z czasem włączyć ją do gnieźnieńskiej, zrezygnować z korony polskiej i włączyć swoje państwo w skład rzeszy jako jeden z zastępców cesarza, a w przyszłości - kto wie - może i jego następca? I temu właśnie służył słynny zjazd w Gnieźnie w roku 1000, gdzie owe postanowienia zostały podjęte, a w sferze religijnej wyrosło łacińskie arcybiskupstwo, które miało z czasem objąć wszystkie ziemie do Chrobrego należące. Póki co jednak, opcja słowiańska jest na tyle silna, że nie sposób jej tak od ręki zlikwidować. Obejmuje więc ta „zapomniana” metropolia ziemie dzisiejszej środkowowschodniej Polski, z głównymi ośrodkami w: Krakowie, Wiślicy, Sandomierzu, Płocku i Kruszwicy.

Dwa lata później cesarza nie ma już wśród żywych, Henryk grozi Bolesławowi wojną, ale klamka zapadła. I historia nasza potoczy się tak jak się potoczy, z opcją zachodnią już na zawsze, choć ta wschodnia była przecież na wyciągnięcie ręki. Gwoli sprawiedliwości jednak: czy można się Chrobremu dziwić? Któż z nas byłby wstanie oprzeć się takiej propozycji jaką otrzymał od Ottona? Poza tym cała Małopolska i Śląsk są lennem czeskim, cesarskie poparcie dla naszego Bolesława na zawsze załatwi i ten problem – ziemie owe będą nasze.

Stało się więc jak się stało, a jednym ze skutków tego procesu była decyzja o likwidacji w Polsce obrządku cyrylometodiańskiego. Osobą, którą oprócz naszego Bolesława doprowadziła do takiego stanu rzeczy, był biskup praski Wojciech, z czeskiego rodu Sławnikowiców, znany bojownik o przywrócenie w słowiańskich Czechach obrządku łacińskiego. W roku 995 rzucił nawet klątwę na czeskich władców oraz lud praski, co poskutkowało wygnaniem. Tak o tym w roku 1905 pisał biskup warszawski Władysław Szcześniak, skądinąd znany przeciwnik istnienia obrządku cyrylometodiańskiego na ziemiach polskich: ponieważ św. Wojciech prawie wszędzie znajdował kościół urządzony w obrządku wschodnim, przeto usiłował zmienić ten stan rzeczy i zaprowadzał zwyczaje kościoła łacińskiego, zwłaszcza zaś usuwał język słowiański ze służby bożej. Walka z językiem słowiańskim oburzyła przeciw niemu Czechów tak, że musiał z kraju uciekać….

Fakt ten jest prawdziwą gwiazdką, która spada z nieba naszemu Bolesławowi. Z radością otwiera więc polskie bramy przed czeskim wygnańcem. Znają się z resztą od lat, a odkąd Chrobry został świadomym łacinnikiem, traktuje nawet Wojciecha jak swego mentora. Przybywa więc wygnany biskup do Gniezna i z zapałem bierze się do likwidacji cyrylometodianizmu. I tak właśnie, w kategoriach czynu a nie dosłowności, należy traktować słynną notatkę czeskiego kronikarza diakona Samuela z Dubkowa, który pisze jak to Wojciech niszczył cerkwie, liturgię, pismo i ślady metodiańskie, a biskupów i księży zabijał. To, że niszczył – nie podlega dyskusji, ale nie zabijał w sensie dosłownym. No bo niby po co? Stała przecież za nim cała machina państwowa. Przy okazji jednak, notatka owa stanowi kapitalne potwierdzenie istnienia obrządku słowiańskiego w Polsce, bo jakich to niby biskupów i księży „zabijał” praski biskup?

Na koniec swego pobytu na naszych ziemiach, w roku 997 jak doskonale wiemy, jedzie z misją do Prus i tam zostaje zabity. Ileż to atramentu wypisano, próbując uzasadnić to co się tam stało. Bo patrząc na wszystko chłodnym okiem, to albo biskup zwariował, albo był istnym fanatykiem, albo samobójcą - by rzucić się samotnie na święty gaj pogańskich Prusów. A nic nie wskazuje na to, by był kimkolwiek z takich ludzi - tajemnica pozostanie więc już na zawsze tajemnicą. Z tym, że dla naszego wywodu nie ma to jednak większego znaczenia. Natomiast znaczenie ogromne ma reakcja Bolesława. Momentalnie wyczuł bowiem okazję do zrobienia „politycznego biznesu”. Wykupuje więc ciało męczennika, płacąc równowartość jego wagi w czystym złocie i z wielką pompą umieszcza je w Gnieźnie. Ma więc pierwszego swojego świętego (999) i to męczennika, a na dodatek dozgonną przyjaźń cesarza Ottona, który właśnie do grobu wojciechowego ruszy z pielgrzymką w roku tysięcznym.

Tylko czy aby na pewno pierwszego „swojego”? Otóż nie. Jest to bowiem kolejne z serii łacińskich fałszerstw naszej historii. Biskup Wojciech był bowiem Czechem, w jakiś sposób może i czuł się Niemcem, był łacińskim katolikiem, ale Polakiem? Absolutnie. Pierwszym naszym świętym, o czysto polskich korzeniach, był za to św. Świerad – wielki zapomniany, a co najsmutniejsze, wydaje się, że do dziś dnia nie bardzo chciany rodzimy święty…

Reasumując: w wyniku postanowień zjazdu gnieźnieńskiego w roku tysięcznym, Polska stała się „przedmurzem łacińskiego chrześcijaństwa”, co stanie się w przyszłości naszym religijnym przekleństwem oraz narodową tragedią.

c.d.n.

Paweł Krysa

 

do góry

Prawosławna Parafia Św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Created by SkyGroup.pl