Nabożeństwa

Święta Liturgia

PONIEDZIALEK - SOBOTA 
 9.00 - dolna cerkiew
 
NIEDZIELA

7:00  - górna cerkiew

8.30 - dolna cerkiew

10:00  - górna cerkiew

Modlitwa za dusze zmarłych

PONIEDZIAŁEK - SOBOTA  9:00

Akatyst

ŚRODA 17:00

 
W dni powszednie cerkiew jest dostępna (otwarta) dla wiernych w godzinach 8.30 -15.00

Pobierz kalendarium


Zobacz kalendarz prawosławny

Niech groby będą jak ikony – „okna do wieczności”

30.09.2019

Niech groby będą jak ikony – „okna do wieczności”

Dzień Wszystkich Świętych, 1. listopada, który w Polsce powszechnie kojarzy się ze wspomnieniem zmarłych i odwiedzinami ich grobów na cmentarzach, w tym roku wypada w przededniu soboty św. Dymitra, która w prawosławnym kalendarzu oznaczona jest jako Roditielskaja – dzień powszechnej modlitwy za dusze naszych przodków. Można się zatem spodziewać, że zarówno w piątek, jak i w sobotę prawosławne cmentarze w całej Polsce będą „tętnić życiem”. Po Boskiej Liturgii, wspólnej modlitwie za wszystkich zmarłych pójdziemy na groby naszych bliskich, gdzie wraz z duchownym będziemy kontynuować liturgiczną modlitwę za ich dusze. Gdy ich groby będą ponownie oświęcane będziemy wspólnie śpiewać „Wiecznaja pamiat’”.

Niepożądane „skutki uboczne” troski o groby zmarłych

Temu jesiennemu wspomnieniu o duszach zmarłych towarzyszy tradycyjny rytuał. Groby i ich otoczenie są dokładnie sprzątane i oczyszczane, aby na miejscu wcześniej przyniesionych, wyschniętych, poszarzałych wieńców i kwiatów oraz wypalonych zniczy mogły pojawić się nowe. Tak samo postępujemy po święcie Zmartwychwstania Chrystusa i przy każdej wizycie na cmentarzu. Kilka czy nawet kilkanaście razy w roku. To bardzo cieszy i z pewnością godne jest pochwały. Jednak w obliczu tegorocznego, podwójnie wzmożonego „rytualnego ożywienia” na cmentarzach, trzeba zauważyć „drugą stronę tego medalu”. Na groby naszych bliskich ciągle coś przynosimy, ale czy zauważamy, czy w ogóle zastanawiamy się, co się z tym później dzieje, jakie to może powodować konsekwencje? Przegląd Prawosławny już kilka lat temu próbował zwrócić na to uwagę wymownym artykułem redaktor Anny Radziukiewicz, ale cmentarna rzeczywistość podpowiada, że ten temat wymaga ponownego rozpoznania.

Zauważmy, że przynoszone przez nas wieńce i kwiaty, zapalane na grobach znicze, prędzej czy później trafiają na śmietnik. Wyrzucamy je do ustawianych na cmentarzach specjalnych kontenerów, po czym trafiają na wysypiska śmieci. Okazuje się, że wywózka śmieci jest bardzo kosztowna. To najwyższy wydatek w kosztach utrzymania cmentarza. W zależności od jego wielkości to kilka lub kilkanaście, a w przypadku nekropolii w dużym mieście, to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Co bardzo niepokojące, ostatnimi laty wydatki na ten cel z roku na rok znacząco wzrastały i wiele wskazuje na to, że jeśli nic z tym nie zrobimy, dalej będą rosnąć. W ubiegłym roku za wywózkę śmieci z cmentarza prawosławnego przy cerkwi św. Jana Klimaka na warszawskiej Woli trzeba było zapłacić ponad 86 000 (słownie: osiemdziesiąt sześć tysięcy) złotych. Aż tyle kosztowało pozbycie się ponad 600 (słownie: sześciuset) ton „zużytych” wieńców, kwiatów i zniczy! A przecież to tylko jeden z wielu cmentarzy…

Posługuję się tym konkretnym przykładem, aby pokazać, że przynoszenie na cmentarne groby wielkich wieńców i zniczy powoduje wielowymiarowe, dalekosiężne i niepożądane konsekwencje. Fakt, że na zakup wieńców i zniczy wydajemy mniejsze czy większe kwoty własnych pieniędzy to kwestia naszego własnego wyboru. Zauważmy jednak, że tymi własnowolnym decyzjami wymuszamy na zarządcach cmentarzy „wyrzucanie na śmieci” ogromnych środków, które mogłyby być przeznaczone, na przykład, na niezbędną renowację zabytkowych nagrobków, albo na jakiś inny pożyteczny cel.

Obciążenia finansowe to jednak nie wszystko. Trzeba tu wspomnieć o szkodach, które wyrządzamy środowisku naturalnemu i samym sobie. Długo tlące się znicze trudno porównywać z płonącymi lasami Amazonii. Jeśli jednak pod uwagę weźmiemy ich wielkość i sztuczność składników, z których zostały wykonane, uwzględnimy przy tym, co oprócz dwutlenku węgla każdy z nich emituje do atmosfery i ile zużywa przy tym tlenu, jeśli pomnożymy to wszystko przez ich ilość, wypadałoby nie tylko głęboko się nad tym zastanowić, ale po prostu na zawsze z nich zrezygnować.

Ponadto, coraz większe znicze bywają obudowywane coraz to większymi plastykowymi osłonami, które wraz z niedopałkami lądują na wysypiskach i nie ulegają naturalnym procesom rozkładu. To samo dotyczy sztucznych wieńców i kwiatów. Nawet jeśli zostaną jakoś wyselekcjonowane i skierowane do recyklingu, to też będzie dużo kosztowało. Co prawda nie odczujemy tego bezpośrednio jako kolejny wydatek z własnego portfela, ale będą na to przeznaczone fundusze z naszych własnych podatków. Czy nie lepiej byłoby przeznaczyć te kwoty na coś bardziej pożytecznego?

W zmaganiach z globalnym ociepleniem i zanieczyszczeniem środowiska niezbędne są działania na wszystkich możliwych płaszczyznach. Nic się nie zmieni na skalę globalną, jeśli nie zaczniemy pracować nad tym w swoich domach i w naszym najbliższym otoczeniu. Dotyczy to również grobów i cmentarzy. Zacznijmy już w tym roku, spróbujmy wprowadzić zmiany w rytuałach odwiedzin grobów naszych bliskich w Dniu Wszystkich Świętych i w sobotę św. Dymitra. Sprzątajmy, ale nie zostawiajmy po sobie aż tyle śmieci i nie przynośmy nowych potencjalnych i do tego aż tak „kosztownych” śmieci! Czy to możliwe? Jak do tego doprowadzić? Spróbujmy nieco głębiej wspólnie się nad tym zastanowić.

Groby i cmentarze jako świadectwa

Groby zmarłych i cmentarze są wyrazem naszej pamięci o ciągle żywych duszach naszych bliskich. Zazwyczaj otaczamy je szczególną troską, dbamy o nie, upiększamy je i odwiedzamy, przynosimy kwiaty, zapalamy świece albo znicze, wypowiadając przy tym swoje modlitwy, na ustawionej przy grobie ławeczce spędzamy jakiś czas na wspomnieniach i modlitewnych rozważaniach. Groby i cmentarze świadczą na swój sposób zarówno o pochowanych tam zmarłych, jak i o nas samych. W zadbanym, dość często czy regularnie odwiedzanym grobie (o czym mają świadczyć w miarę świeże kwiaty i nowe znicze) spoczywa zapewne człowiek, który na to zasłużył - zapracował na to swoim życiem, dobrymi relacjami z członkami rodziny, bliższymi i dalszymi przyjaciółmi i znajomymi. Ten sam grób świadczy jednocześnie o ciągle żywej pamięci rodziny, bliskich i przyjaciół o pochowanym tu zmarłym, o ich miłości, wdzięczności czy uznaniu dla jego osiągnięć czy dokonań. Niektóre grobowce mogą przez to wyglądać jak małe pomniki. Niektóre są nawet dziełami sztuki. Im piękniej wyglądają, im bardziej są zadbane, tym lepiej świadczą również o tych, którzy ten pomnik postawili i okazują mu tak wiele troski. Podobnie jest z całymi cmentarzami. Świadczą one o pochowanych tam członkach lokalnych społeczności czy religijnych wspólnot, ale jednocześnie są one wyrazem pamięci, szacunku, uznania okazywanego zmarłym przodkom przez ich potomków.  Czy zastanawiamy się jak groby i cmentarze świadczą o nas dzisiaj?

Inwazja sztuczności

Ostatnie lata to czas „inwazji” sztucznych, plastikowych wieńców i kwiatów, a w jeszcze większym stopniu ogromnych zniczy oprawionych w różnego kształtu i koloru plastikowe osłony. Można domyślać się kilku przyczyn tego zjawiska, które są ze sobą ściśle powiązane. Najbardziej oczywisty wydaje się wspólny dla sztucznych kwiatów i zniczy argument „trwałości”. Sztuczne kwiaty i wieńce dłużej „wyglądają jak prawdziwe”. Latem i zimą nie ulegają warunkom klimatycznym tak łatwo i szybko, jak naturalne wieńce i kwiaty – nie wysychają i nie przemarzają, nie więdną i nie tracą kolorów. Mogłoby się wydawać, że brakuje im tylko naturalnego zapachu, ale okazuje się, że to też można sztucznie uzupełnić i te sztuczne wonie również okazują się bardziej „trwałe”. Innym powodem może być kwestia ceny. Nie chodzi tu tylko o cenę jednostkową, bo nawet jeśli „bukiet” sztucznych kwiatów jest nieco droższy od naturalnych, wystarczy kupić go raz na jakiś długi czas. W ten sposób można „oszczędzić” dużo więcej, nie kupując świeżych kwiatów przy okazji każdej wizyty na cmentarzu. A skoro sztuczne (czytaj: martwe) kwiaty ciągle wyglądają „jak żywe” i na swój sposób mają świadczyć o „żywej”(?) pamięci bliskich, z pewnością pojawia się pokusa zmniejszenia częstotliwości odwiedzin na grobach. „Wspiera” ją podchwytliwa, bardzo w naszych czasach kusząca perspektywa dodatkowych oszczędności czasu i środków…

Wieczna pamięć!

Z ewangelicznej przypowieści o ucztującym codziennie bogaczu i leżącym u wejścia do jego domu biednym Łazarzu (Łk 16,19-31) dowiadujemy się m.in. o ciągle żywych duszach zmarłych, które oczekują na zmartwychwstanie swych obumarłych ciał. W zależności od tego, jak człowiek dokonywał swego życia na ziemi, to oczekiwanie może być błogosławieństwem albo wielką męczarnią - dusza Łazarza spoczęła na „łonie Abrahama”, a dusza bogacza pogrążyła się w palącym „ogniu”. Z tej przypowieści dowiadujemy się również, że dusze zmarłych nie są w stanie zmienić swego położenia. Nie mogą pomóc ani sobie samym, ani sobie nawzajem – dusza Łazarza nie mogła przyjść do duszy bogacza nawet z maleńką kroplą wody. Okazuje się jednak, że chcą pomóc swym bliskim - dusza bogacza chciała ostrzec swych braci, którzy w jego domu ciągle ucztowali, dbali tylko o siebie i nie zauważali innych, podobnych do Łazarza biedaków, którym „psy lizały rany”.

Tradycja chrześcijańska naucza o dwóch możliwościach pomagania ciągle żywym duszom zmarłych w ich stanie oczekiwania na zmartwychwstanie. Pierwszy z nich to modlitwa, modlitewna pamięć o nich. To dlatego szczególne modlimy się za dusze zmarłych wznosimy w dziewiąty i czterdziesty dzień po śmierci, a później w każdą rocznicę. W tygodniowym cyklu prawosławnych nabożeństw modlitwie za dusze zmarłych poświęcona jest sobota. Cztery spośród nich to tzw. Soboty Przodków (cs. roditielskije) – czas wzmożonej powszechnej modlitwy całej Cerkwi. Ponadto, modlitwy za zmarłych wznoszone są podczas większości prawosławnych nabożeństw. Najbardziej znane i najczęściej powtarzane jest krótkie modlitewne wezwanie: Wiecznaja pamiat’! - „Wieczna pamięć!” Szczególną wymowę mają modlitwy za dusze zmarłych wznoszone na ich grobach i na cmentarzach w okresie paschalnym, gdy dzielimy się z nimi radosną wieścią o zmartwychwstaniu Chrystusa, które umożliwia i zapowiada zmartwychwstanie wszystkich ludzi. Zamiast „Wieczna pamięć!” śpiewamy im wówczas radośnie: „Chrystus powstał z martwych, Swą śmiercią zwyciężył śmierć i będącym w grobach darował życie”.

Drugi sposób okazywania pomocy duszom zmarłych to „jałmużna” – wszelkie przejawy pomocy udzielanej potrzebującym. Z opowieści Chrystusa o sądzie ostatecznym (Mt 25, 31-46) dowiadujemy się, że sprawiedliwi, zgromadzeni po prawej stronie tronu Pana, zostaną zaproszeni do królestwa niebios, bowiem pomagali głodnym, spragnionym, uchodźcom, nagim, chorym i uwięzionym. Usłyszą wówczas słowa Pana: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie to uczyniliście”. Zauważmy - okazując pomoc komuś tutaj, w naszym ziemskim życiu, pomagamy duszom zmarłych w ich stanie oczekiwania na zmartwychwstanie, a ponadto pomagamy również samym sobie! W słowach Chrystusa zawarte jest zapewnienie, że zbliżając się do innego człowieka, zbliżamy się do samego Boga, naszego Stwórcy i Zbawiciela! Warto pomagać…

Modlitwę bywa porównywana do kwiatów, które ofiarujemy prosząc o coś, lub okazując wdzięczność. Słowa modlitw bywają ulotne, często brakuje nam wytrwałości i skupienia, ulegamy pokusie zapomnienia. Kwiaty, które przynosimy na groby zmarłych wysychają, więdną, tracą kolor i zapach. Jednak jeśli do słów naszej modlitwy dołączymy dobre uczynki, najdrobniejsze nawet gesty uwagi, troski, pomocy okazywanej naszym bliźnim, ludziom, których spotykamy na naszej drodze życia, będą to całe bukiety prawdziwie żywych kwiatów, które nie przestają cieszyć swymi kolorami, wyglądem, zapachem i pięknem. Okazywanie troski, dobroci czy miłości jest zdecydowanie bardziej trwałe i skuteczne - powoduje dużo więcej radości zarówno u tych, którzy jej doświadczają, jak i tych którzy ją okazują. Co przy tym ważne i zadziwiające, często niezwykle cenne i pomocne może okazać się nawet jedno słowo albo bardzo drobny symboliczny gest.

Czy im więcej, to na pewno lepiej?

Spróbujmy odnieść to do rytuału odwiedzin grobów naszych bliskich. Stosy wielkich (naturalnych i sztucznych) wieńców, wiązanek i bukietów kwiatów rzeczywiście bywają wymowne i „robią wrażenie”, ale czy na pewno właśnie tego potrzebują dusze zmarłych? Ogromne znicze (w liczbie kilku a nawet kilkunastu) też „robią swoje”, ale czy o „robienie wrażenia” tu chodzi?  Zwyczaj przynoszenia na groby zmarłych kwiatów i zapalania zniczy jest w naszej tradycji głęboko zakorzeniony. Ale czy na pewno „im ich więcej, tym lepiej”? Duże rozmiary i ilości z pewnością łatwiej zwracają na siebie uwagę, ale o czyją uwagę tu chodzi? Dlaczego „idziemy na łatwiznę”?

To zjawisko prowokuje pytanie, czy na pewno chodzi tu o modlitewną pamięćo duszach zmarłych czy raczej o wyraźnie widoczne i łatwo zauważalne „dowody” tej pamięci. Nasuwają się przy tym kolejne pytania: Komu tę pamięć próbujemy udowadniać?  Dlaczego „dowody” tej pamięci są sztuczne? Dlaczego pojawia się ich tak wiele? Skoro „małe jest piękne” to czy wielkości i ilości nie mogłaby zastąpić jakość?

 „Im lepiej, tym więcej”

Prosta droga do osiągnięcia tego celu to całkowite wyeliminowanie z grobów naszych bliskich sztucznych wieńców i kwiatów oraz radykalne zmniejszenie ilości tych naturalnych. Tam, gdzie to możliwe, ich miejsce niech zajmą ozdobne krzewy. Przy każdej wizycie na cmentarzu, na nagrobnych płytach niech pojawią się piękne pojedyncze kwiaty albo niewielkie wiązanki. Niech kwiaty będą delikatnym akcentem, który kieruje naszą uwagę na grób, a nie na siebie. Niech to, co ustawiamy na grobowej płycie będzie jak czyste okno, które pozwala lepiej „dostrzec” pochowanego tam zmarłego, ale nie zatrzymuje uwagi na samym sobie. Niech groby naszych bliskich staną się prawdziwymi ikonami – „oknami ku wieczności”.

Nie bez powodu cmentarze najczęściej były i ciągle bywają umieszczane w kontekście przyrody, w otwartym pejzażu. Gdy pojawiają się w zabudowanej tkance urbanistycznej, są ogradzane, wyodrębniane z kontekstu zabudowy i zawsze dokłada się starań, aby jak najbardziej były osadzone w przyrodzie. Bo to przyroda najpiękniej, w żywy, a więc urozmaicony sposób upiększa groby. Wiosna, na Paschę, soczystą zielenią świadczy o budzącym się życiu. Jesień obsypuje groby kolorowymi liśćmi, koronkami nagich gałązek, ozdabia je owocami krzewów. W słotne dni uwrażliwia oczy na wszystkie odcienie szarości, ciepłe i zimne zielenie mchów i porostów, które przedrzeźniają kolory ciężkich jesiennych chmur. Zima z kolei uspakaja bielą. Jednak cała ta wysublimowana symfonia kolorów staje się niewidoczna z powodu krzyczącej, sztucznej kolorystyki martwych plastikowych kwiatów. W ten sposób na cmentarzach nie tylko zubażamy, ale grzebiemy swoją wrażliwość na kolor, na piękno.

Spróbujmy jeszcze w tym roku przekonać siebie i sąsiadów, że „nie chodzi o ilość, ale o jakość”. Zamiast wielkiego znicza spróbujmy zapalić mały, nie w plastikowej, a w „tradycyjnej” ceramicznej foremce. Zastanówmy się czy znicza nie mogłaby zastąpić mała lampka oliwna – tradycyjna łampadka. Jeszcze lepszym rozwiązaniem byłyby świece, które trzymamy w dłoniach podczas modlitw za zmarłych. Cerkiewne świece, które zapalamy i ustawiamy na świecznikach, zostały wcześniej ofiarowane Panu Bogu i oświęcone. W czytanej podczas tego obrzędu modlitwie prosimy Boga, aby przyjął wykonane przez nas świece, błogosławił je i oświęcił „rosą łaski Przenajświętszego Ducha”, aby stały się płomiennym wyrażeniem naszej modlitwy. Mając zatem do wyboru: znicz czy świeca, bez wahania wybieram świecę. Ponadto, co również warto mieć na uwadze, kupując świecę, składam ofiarę na cerkiew i jej utrzymanie. Kupując znicz, zwyczajnie płacę producentowi i pośrednikom - za coś, co kopci, spala tlen, produkuje dwutlenek węgla, zanieczyszcza powietrze, niebawem stanie się bezużyteczne, trzeba będzie to wyrzucić, a to powiększy koszty utrzymania cmentarza, a podczas użycia i długo po jego wykorzystaniu będzie zanieczyszczać środowisko naturalne… i sumienie?

Przynoszone na groby naturalne kwiaty spróbujmy traktować jako przypomnienie o niewiędnących kwiatach dobrych uczynków, które świadczą o nas i o naszej pamięci o duszach zmarłych nie tylko od święta, przy okazji odwiedzin ich grobów na cmentarzu, ale w naszym codziennym życiu, w domu i w pracy, w relacjach z innym ludźmi.

Minimalizacja, która prowadzi do zwiększania - jej wszechstronny pożytek

Jeśli w tym roku i w nadchodzącym latach na grobach pojawi się mniej wieńców, kwiatów i zniczy, jeśli w związku z tym trzeba będzie wywozić mniej śmieci i pojawią się w związku z tym znaczące oszczędności, Zarząd Cmentarza Prawosławnego na warszawskiej Woli deklaruje, że cała zaoszczędzona w ten sposób kwota zostanie przekazana na trwający właśnie wielopłaszczyznowy, bardzo kosztowny remont zabytkowej cerkwi św. Jana Klimaka. Jeśli w następnych latach koszty wywózki śmieci dalej będą spadały, kolejne kwoty z tej puli budżetu cmentarza będą mogły być przeznaczana na inne cele, na przykład na budowę czy remont innej cerkwi lub na potrzeby hospicjów.

Czyż to nie zadziwiająco kusząca perspektywa? Powstrzymuję się od zakupów albo wydaję wiele mniej niż dotychczas, a jednak składam ofiarę na jakiś szlachetny cel! Moja rozważna decyzja spowoduje, że ktoś inny nie tylko nie będzie zmuszony „wyrzucać pieniędzy na śmieci”, ale dzięki mnie, przeze mnie, przy moim współudziale i w moim imieniu przekaże zaoszczędzone środki na remont świątyni. Wierzę, że już to „bierne” i pośrednie uczestnictwo w składaniu ofiary na budowę czy remont cerkwi może spowodować, że w cerkiewnej modlitwie na Boskiej Liturgii będę uwzględniany pośród „budowniczych, dobroczyńców i darczyńców tej świątyni”. Tak wiele można zdziałać, robiąc tak niewiele…

To „wspólne dzieło” oczyszczania grobów i cmentarzy z niebywałej ilości śmieci, dzieło oczyszczania „okien ku wieczności”, którymi powinny być groby naszych bliskich można też wspierać bardziej czynnie i to tego bardzo skutecznie. Informację o czasie i miejscu pogrzebu wystarczy uzupełnić o prośbę, aby uczestnicy pochówku nie przynosili wieńców, kwiatów i zniczy, bowiem życzeniem rodziny zmarłego jest, aby wszystkie środki przeznaczone na ich zakup, zostały przekazane na określony zbożny cel. Takie rozwiązania już się u nas zdarzają i wierzę, że będzie ich coraz więcej.

„Zyski” będą w ten sposób zwielokrotnione – mniej śmieci, mniej wydatków na sprzątanie, więcej oszczędności, większa kwoty środków przekazywanych na jakiś czy jakieś szlachetne cele. Wierzę, że za przykładem prawosławnego cmentarza na Woli zaczną podążać inne nekropolie.

Wierzę też, że pojawią się ludzie, którzy poproszą członków swych rodzin, przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, aby na ich groby przychodzili z kwiatami w kolorze dobrych uczynków. W tych barwach będą to mogły być nawet bukiety…

ks. Włodzimierz Misijuk                                                                                                                         

 

do góry

Prawosławna Parafia Św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Created by SkyGroup.pl