Nabożeństwa

Święta Liturgia

Poniedziałek - Sobota - 9.00 Boska Liturgia
 
 
Niedziela  7:00,  8:30,  10:00  

Modlitwa za dusze zmarłych

Pon. - Sob.  9:00

Akatyst

Środ.  17:00


Rozmyślania z Prologu Ochrydzkiego św. Mikołaja Velimirovicia.

30. września (wg starego stylu)

13.10.2022

Cudowne zmiany codziennie zachodzą w ludzkich losach, i dawniej, i dzisiaj. Poniżeni z powodu Bożej sprawiedliwości są wyniesieni na wielkie szczyty, zaś bluźniercy wiary Bożej zmieniają się w sługi prawdziwej wiary. Król Tiridates wrzucił św. Grzegorza do głębokiej jamy. Święty spędził tam 14 lat, zapomniany przez cały świat, lecz nie zapomniany przez Boga. Kto z ludzi mógłby pomyśleć, że największa światłość ormiańskiego narodu znajduje się w mroku pewnej jamy? I kto kiedykolwiek mógłby pomyśleć, że pewnego dnia potężny i brutalny król Tiridates zostanie uratowany przez tego samego Grzegorza, którego wydał na śmierć, i tamten bardziej mu pomoże, niż cały świat mógłby pomóc? Po 14 latach Bóg ujawnił Grzegorza żywym. Grzegorz cudotwórczo uzdrowił szalonego króla. Tiridates, nieokiełznany prześladowca Chrystusa, ochrzcił się i stał się najżarliwszym wyznawcą wiary Chrystusowej. Można by powiedzieć, że dzięki Bożej pomocy i Grzegorz i Tiridates byli wyciągnięci z mrocznej jamy: Grzegorz ciałem, a Tiridates duszą. O, nieskończona mądrość Boża w prowadzeniu ludzkich losów! Niegdyś dziki i spętany namiętnościami Tiridates, tak bardzo skruszył się pokajaniem i obłaskawił się wiarą Chrystusową, że z charakteru bardziej przypominał św. Grzegorza, niż samego siebie przed chrztem.
Czytaj dalej

29. września (wg starego stylu)

12.10.2022

Wielu ludzi z powodu niewiedzy więcej stara się uniknąć cierpienia na starość i przedśmiertnej choroby, niż wybawić się z piekielnych mąk w życiu po starości i śmierci. Był pewien nieżonaty człowiek, wielki chciwiec, który z roku na rok, z jeszcze większą namiętnością gromadził dla siebie niepotrzebne bogactwa. Gdy go pytali, po co się tyle trudzi i zbiera tyle bogactw, które są mu niepotrzebne, odpowiadał: "Zbieram na starość. Te bogactwa będą leczyć i karmić mnie na starość i w chorobie." I zaiste, jego przeczucie spełniło się. W starości spadła na niego ciężka i długotrwała choroba. Rozdał zgromadzone bogactwa lekarzom, aby go wyleczyli, i sługom, aby się nim opiekowali i karmili go. Wkrótce pieniądze się skończyły, a choroba wciąż trwała. Lekarze i słudzy opuścili go, a on wpadł w rozpacz. Sąsiedzi do jego śmierci przynosili mu trochę chleba, a po śmierci został pochowany na koszt wspólnoty. Na co przeznaczył całe swe bogactwo, na to i wydał. Bóg uczynił wedle jego woli, i zesłał mu chorobę, o której mówił, i z powodu której zbierał wielkie bogactwa. Jednakże, jeśli całe jego bogactwo nie mogło złagodzić jego cierpienia na tym świecie, to tym bardziej w czym będzie mogło ulżyć na tamtym świecie? W niczym - jeśli nie zabrał ze sobą ani wiary, ani nadziei, ani uczynków miłosierdzia, ani modlitw, ani pokajania! Ktoś ujrzał zmarłego człowieka w wielkiej rajskiej chwale i spytał go, dzięki czemu zdobył tą chwałę. Tamten odrzekł: "W swym ziemskim życiu byłem najemnikiem u pewnego niegodziwca, który nigdy mi nie płacił. Lecz wszystko cierpliwie znosiłem i do końca służyłem mu z nadzieją na Boga." Wtedy ujrzał innego człowieka, w jeszcze większej chwale, i gdy zapytał go, odrzekł: "Byłem trędowaty, i do kresu swych dni dziękowałem za to Bogu." Zaś tego, kto gromadził pieniądze na chorobę w starości, nikt nigdy nie widział na tamtym świecie w rajskiej chwale.
Czytaj dalej

28 września (wg starego stylu)

11.10.2022

Kierując ekonomią zbawienia tego świata, a szczególnie Swej świętej Cerkwi, Bóg często wykonuje niespodziewane ruchy i zmienia złe losy Swych sług na dobre. Tak wiele razy stało się w życiu św. Charytona. Po okrutnych mękach, Charyton został wrzucony do lochu i skazany na pewną śmierć. Lecz nagle umarł cesarz Aurelian, i pod rządami nowego władcy chrześcijańscy skazańcy zostali wypuszczeni na wolność. I tak Charyton uciekł przed śmiercią. Gdy później podróżował do Jerozolimy, pochwycili go rozbójnicy i zabrali do swej jaskini. Tam go zostawili, a sami poszli dalej rabować, z postanowieniem, że jak wrócą, to go zabiją. W tej jaskini był pewien antałek z winem, w który pełzł jadowity wąż, napił się wina i zwymiotował je wraz z jadem z powrotem do antałka. Gdy wrócili rozbójnicy, byli zmęczeni droga i pragnęli napić się wina, i jeden po drugim padli martwi. I tak św. Charyton, dzięki kolejnemu niespodziewanemu wydarzeniu, uratował się znów od śmierci. Pan spiętrzył na swym słudze nieszczęścia, aby nimi, niczym złoto w ogniu, przetopić i oczyścić i związać z Sobą, a wybawił go od śmierci, aby Charyton mógł założyć kilka monasterów, w których swym ascetycznym przykładem skierował wiele ludzkich dusz na drogę zbawienia.
Czytaj dalej

27. września (wg starego stylu)

10.10.2022

Całe nasze bogactwo, i chwała, i cześć jest jak jeden posiłek, który kończy się śmiercią. Z tego posiłku nikt nie zabiera na tamten świat nawet jednego okrucha. Szczęśliwy ten, kto pojął, że jedynie dusza jest jego własnością, której nic nie umniejsza, nawet śmierć. Taki myśli tylko o trzech faktach - o śmierci, o duszy i o Bogu Sędzi. Abba Ewagriusz uczy: "Nieustannie miej w pamięci nadchodzący koniec i sąd, i ustrzeżesz swą duszę od grzechu." Wszystkie nasze cielesne troski w tym życiu są troską o posiłek, który wkrótce musi się skończyć. Św. Izajasz Anachoreta powiada: "Miejcie codziennie śmierć przed oczyma; troszczcie się nieustannie o to, jak będziecie oddzielać się od ciała, w jaki sposób przekroczycie strefę mocy ciemności, które spotkają was w powietrzu, w jakim stanie stawicie się przed Bogiem. Przygotujcie się na straszny dzień, gdy będziecie musieli odpowiedzieć na Sądzie Bożym, jakbyście go już oglądali." Pewnego dnia do św. Sawacjusza Sołowieckiego przybył pewien bogaty kupiec imieniem Jan i przyniósł ze sobą wiele darów. Sawacjusz nic z tego nie przyjął i powiedział darczyńcy, aby rozdał to wszystko biednym. Jan wielce się zasmucił, a święty, aby go pocieszyć i wszystko mu wyjaśnić, rzekł: "Janie, synu, zostań tutaj i odpocznij do jutra, zaś jutro ujrzysz łaskę Bożą." Jan posłuchał. Następnego dnia poszedł do celi Sawacjusza i ujrzał zmarłego starca, i poczuł w środku pomieszczenia cudowny zapach. Kto dostrzega koniec swego życia, ten nie myśli o dobrach ziemskich.
Czytaj dalej

26. września (wg starego stylu)

09.10.2022

Apostoł Jakub pisze: "Kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy" (Jk 5,20). Apostołowie Chrystusa nie tylko o tym mówili, lecz także potwierdzali to uczynkami. Św. Klemens z Aleksandrii opowiada o św. Janie Apostole, jak gdzieś w Azji Mniejszej ochrzcił pogańskiego młodzieńca i powierzył go opiece miejscowego biskupa, podczas gdy sam poszedł dalej głosić Ewangelię. Pod nieobecność Jana, ów młodzieniec stał się zepsuty, zaczął pić i kraść, a na koniec przyłączył się do pewnej grupy rozbójników, która napadała w lasach ludzi i grabiła ich. Po jakimś czasie św. Jan powrócił w to miejsce i dowiedział się od biskupa, co się stało z tamtym młodzieńcem. Wtedy święty, nie tracąc czasu, znalazł konia, i przewodnika, i odjechał do lasu, gdzie skrywała się banda rozbójników. Szukając po lesie Jan znalazł ich i stanął przed obliczem przywódcy grupy. Gdy młodzieniec go rozpoznał, zaczął uciekać. Stary Jan pobiegł za nim, i mimo swego zaawansowanego wieku, złapał go. Młody chłopak upadł do nóg apostoła, i ze wstydu nie śmiał na niego spojrzeć. Jan objął go i ucałował niczym pasterz, który znalazł zagubioną owcę. Jan przyprowadził go do miasta, i utwierdził ponownie w wierze i cnotliwym życiu. I będąc miłym Bogu, ów młodzieniec w odpowiednim czasie zasnął w Panu.    
Czytaj dalej

25. września (wg starego stylu)

08.10.2022

Święty nie błyszczy na zewnątrz; całe jego bogactwo jest wewnątrz, w duszy. Pewien chłop przybył z daleka do monasteru, aby zobaczyć św. Sergiusza. Gdy zapytał mnichów o ihumena, odrzekli mu, że pracuje w ogrodzie. Chłop poszedł do ogrodu i ujrzał tam człowieka w biednej i zużytej odzieży, który pracował jak każdy inny robotnik. Chłop wrócił niezadowolony do monasteru, myśląc, że mnisi robili sobie z niego żarty, i ponownie powiedział, najprościej jak się dało, że pragnie ujrzeć chwalebnego świętego ojca Sergiusza. W tym momencie Sergiusz przyszedł do monasteru i ugościł chłopa służąc mu przy stole. Święty przejrzał serce swego gościa i poznał, jak bardzo niskie zdanie ma na jego temat ów chłop. Pocieszył go, obiecując, że jeśli jeszcze trochę poczeka, ujrzy Sergiusza. W tym momencie do monasteru przybył pewien kniaź ze swymi bojarami, i wszyscy nisko pokłonili się św. Sergiuszowi prosząc o błogosławieństwo. Wtedy mnisi wyprosili chłopa, aby zrobić miejsce dla nowych gości. Chłop w zdumieniu patrzył z daleka i zrozumiał, że widział z daleka tego, kogo nie chciał widzieć z bliska. Chłop zganił samego siebie za swą ignorancję, i wielce się zawstydził. Gdy kniaź odjechał, chłop szybko podszedł do świętego, upadł do jego nóg i błagał o wybaczenie. A wielki święty objął go i rzekł: "Nie martw się, synu, ty jedyny prawdziwie o mnie pomyślałeś, uważając mnie za nic, podczas gdy inni zbłądzili, uważając mnie za kogoś wielkiego."
Czytaj dalej

24. września (wg starego stylu)

07.10.2022

Każdy święty jest blisko miejsca, gdzie wzywa się go na pomoc, albo gdzie świętuje się i wychwala jego świętość. Ci, którzy posiadają dar duchowego widzenia, widzą ich. Ci, którzy nie mają tego daru, niech wierzą, i ujrzą ich w swym czasie. Św. Kosma z Zografu będąc jeszcze młodym mnichem posiadał ów dar. Pewnego razu, w dzień Zwiastowania, udał się z kilkoma innymi mnichami na święto do Monasteru Watopedi. W trakcie trwania nabożeństwa, jak i w czasie obiadu w jadalni Kosma ujrzał pewną niewiastę, obleczoną w cesarski majestat i piękno, która autorytatywnie wszystkim rozporządzała, kierowała, a nawet sama usługiwała. I nie było to chwilowe widzenie, lecz trwało przez długi czas, zarówno w cerkwi, jak i w jadalni. Kosma był tym widzeniem zasmucony i zmieszany, ponieważ nie było to małą rzeczą, że ujrzał w atoskim monasterze kobietę. Gdy opowiedział o swym widzeniu współbraciom z Zografu, wyrażając jednocześnie swe niezadowolenie obecnością kobiety na Świętej Górze, zdumieni mnisi wyjaśnili mu, że to była Władczyni Świętej Góry, Przenajświętsza Bogurodzica. I zasmucone serce Kosmy napełniło się wielką radością. Św. Kosma miał tak wielki dar duchowego widzenia, że później jako starzec i pustelnik widział ze swej jaskini duszę ihumena Monasteru Chilandar, jak wstępując do nieba, borykała się z męczącymi ją demonami, aby przedostać się przez mytarstwa. Kosma natychmiast posłał kogoś, żeby powiedzieć braciom z Chilandaru, aby modlili się do Boga za duszę swego zmarłego ihumena. Działo się to zaraz po jutrzni, gdy mnisi i ihumen wyszli z cerkwi. Słysząc wiadomość, mnisi wyśmiewali się z Kosmy, ponieważ ich ihumen poszedł przed chwilą do celi, aby przygotować się do Boskiej Liturgii. Lecz, gdy tylko weszli do celi, ujrzeli martwego ihumena.
Czytaj dalej

Prawosławna Parafia Św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Created by SkyGroup.pl